„Bajki bez barier” część XXIV BARIERY ARCHITEKTONICZNE

Wehikuł do zadań specjalnych


– To od czego zaczynamy? Plac zabaw w parku czy cukiernia? – zapytałem.
– Cukiernia. Zrobimy sobie zdjęcia z ptysiami do przewodnika – odpowiedział Maciek, przełykając ślinę.
Ucieszyłem się z tego wyboru, bo też miałem ochotę na ptysia z bitą śmietaną. A ptysie z naszej cukierni są najlepsze na świecie!
– Tylko chłopaki, ostrożnie i żeby coś głupiego nie wpadło wam do głowy. Dawidzie, liczę na ciebie, że w razie czego pomożesz Maćkowi. Uważajcie na przejściach. A gdyby coś, to macie telefony. – Mama Maćka była zdenerwowana.
Musieliśmy ją długo namawiać, żeby puściła nas samych do miasta. Zgodziła się, ale teraz wyglądała tak, jakby żałowała swojej decyzji.
– Mamo, będziemy ostrożni, rozsądni i wrócimy na czas
– uspokajał ją Maciek.
– Zaopiekuję się Maćkiem, proszę pani – obiecałem.
Wreszcie udało nam się wyjść. To znaczy ja wyszedłem, a Maciek wyjechał. Mama patrzyła przez okno, jak syn sobie radzi.
A Maciek radził sobie całkiem dobrze. Ludzie schodzili mu z drogi, chodnik był równy, niskie krawężniki przy przejściach przez jezdnię, więc bez przeszkód dotarliśmy do cukierni.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>