„Bajki bez barier” część XVII DYSLEKSJA

Czapka, lamy i kotomierz


– Żywe książki? A co to są żywe książki?
– To książki, które zmieniły czyjeś życie.
– I ty jesteś taką żywą książką? – Kasia spojrzała
na mnie z podziwem.
– Tak – zaszeleściłam dumnie. – Jedną z pięciu
w naszej bibliotece.
– Niesamowite! Opowiesz mi, jak to się stało?
– Bardzo chętnie. Już dawno nie miałam okazji
do opowiadania – odpowiedziałam uszczęśliwiona. – To było wiele lat temu. Tomek, dzięki któremu zostałam żywą książką, wkrótce miał obchodzić
jedenaste urodziny. Był bystrym chłopcem. Świetnie
liczył, w mig rozwiązywał zadania matematyczne,
miał dobrą pamięć. Ale nie mógł nauczyć się czytać
i robił mnóstwo błędów w pisaniu. Bardzo się tego
wstydził. Jego kolegom czytanie od dawna już nie
sprawiało żadnych problemów, a on ciągle dukał
jak pierwszak. Gdy Tomek brał książkę do ręki, coś
dziwnego działo się z literami. Zamiast stać na swoich miejscach, wyczyniały przedziwne harce – skakały, zamieniały się miejscami, gubiły laseczki, stawały
na głowie i za nic nie chciały ustawiać się w słowa.
Tomek nie umiał ich ujarzmić. Kiedyś zapytał starszego brata, co robić, żeby litery się nie ruszały, ale
on w ogóle nie rozumiał, o co chodzi. „Może powinienem nosić okulary” – pomyślał chłopiec i poprosił mamę, żeby zabrała go do okulisty. Wcale się nie
ucieszył, kiedy lekarz stwierdził, że ma dobry wzrok.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *