„Bajki bez barier” część XVII DYSLEKSJA

Czapka, lamy i kotomierz


Takie pułapki napotykał na każdym kroku. Nic więc
dziwnego, że kiedy dobrnął do końca drugiej strony,
był wyczerpany i strasznie bolała go głowa. Wybaczyłam mu nawet to, że cisnął mnie w kąt pokoju.\
dekor
Byłam pewna, że będę tam leżeć zaplątana w paję-
czynę przez kilka dni, ale wyobraź sobie, że jeszcze
tego samego wieczoru Tomek podniósł mnie i wyszeptał cichutko:
– Przepraszam. Nie powinienem tobą rzucać.
W końcu co ty jesteś winna, że jestem takim beznadziejnym tumanem, który nawet nie umie czytać.
Och, gdybym mogła mu się przeczytać, od razu
bym to zrobiła! Niestety, nie mogłam mu pomóc.
Tej nocy Tomek jak zwykle schował mnie pod poduszkę. Potem długo jeszcze przewracał się z boku
na bok, a gdy wreszcie zasnął, przyśniły mu się litery. Tylko że to nie były spokojne litery z poprzednich snów, które stały nieruchomo na swoich miejscach. Te były zupełnie inne. Nagle zaczęły rosnąć,
a potem wyskoczyły z kartki i zamieniły się w węże.
Tomek chciał uciec, lecz węże otoczyły go z wszystkich stron. Syczały i chichotały, układając się w różne
kształty. Chłopiec, przezwyciężając strach i obrzydzenie, złapał najbliższy czarny ogon. „Na miejsca!”
– krzyknął najgłośniej jak potrafił.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>